„Kochający kłamca”

Kochać? Kochać? Tak…
Kocham, więc jestem człowiekiem?
Tak, to musi być to,
co odróżnia mnie od wielu zadufanych ludzi

Kocham, więc jestem tolerancyjny?
Tak, przecież to oczywiste
Kocham każdego, kogo spotkam,
Tego, kto mnie akceptuje i kocha,
Tego, kto mnie nienawidzi

Ale tak naprawdę,
W głębi duszy,
Jestem Kłamcą

Kocham każdego, lecz każdego inaczej
Jednego bardziej, drugiego mniej
Jednego z czystego serca, drugiego z przymusu,
Bo ma coś na czym mi zależy,
Może mi coś zaoferować w zamian…

Jestem tolerancyjny, ale mimo wszystko,
Widząc człowieka o barwie skóry
Ciemnej jak schwarzwaldzki las
Odczuwam dreszcze.
Może przed chwilą pozbawił on życia
Bogu winnego człowieka?
A może zaraz mnie okradnie?
Chyba nie, ale odruchowo omijam Go,
Łukiem szerokim jak jego muskularne barki

Jestem kłamcą i wiem o tym,
Ale inni o tym nie wiedzą,
Więc jestem Oszustem.
Oszukuję ich, wykorzystując ich wierność
W Świat pełen Dobrych Ludzi
Do których podobno się zaliczam

Czy jestem gorszy od innych?
Przecież inni też tak postępują
Przecież wszyscy tak postępują

A może to znów moje grzeszne Serce,
Pozbawione całkowicie pokory,
Podsuwa mi takie tłumaczenie?
Nie wiem i nie chcę wiedzieć…

Nie przejmuję się czystością sumienia,
Jak to czyni większość śmiertelników
A może Oni też są jak ja?
Robiąc dobrą minę do złej gry,
Nie zatracają się w Świecie
Pełnym kłamstw i oszustw,
Bo przecież Oni sami w sobie
Są źródłem kłamstwa,
Tak jak Ja…

Lunar